Thursday, 19 June 2014

Jean jacket

Odliczamy każdy dzień. Siedząc w ławce i zużywając niesamowite pokłady energii na sprawianie wrażenia pochłoniętych geometrią analityczną czy renesansową wizją świata, spoglądamy z utęsknieniem na zegarek, który częściej jest naszym wrogiem niż sprzymierzeńcem. Czekamy. Coraz częściej wieje ciepły wiatr, a sąsiad wygraża Bogu pięścią, bo rozłożysty kasztan znowu zaczyna rzucać cień na jego balkon, a gołębie szczególnie upodobały sobie jego pojazd jako prywatna kuwetę. Słychać lato nawet wśród wiecznie niezadowolonych sąsiadek - wystarczą 3 minuty w ich towarzystwie by wiedzieć, jak bardzo jest gorąco, tak w razie gdyby komuś zepsuł się w domu termometr. Im bliżej wakacji, tym jesteśmy szczęśliwsi. Tęsknimy za wolnością. Ostatni dzwonek, ostatnia lekcja. A co, kiedy on rozbrzmiewa i możemy już iść, niezwiązani żadnymi obowiązkami? Powietrze z nas uchodzi. Energia, z którą tak skrzętnie przez ostatnie miesiące planowaliśmy podróże i gospodarowaliśmy jeszcze niedanym nam czasem wolnym, gdzieś zanika. Zawsze próbuję sobie wyjaśnić dlaczego. Co jest w tym oczekiwaniu takiego dziwnego i specyficznego, ze jest ono lepsze niż samo przyjście wolnych dni? Oczekiwanie wolności, jej wyobrażenie przerasta samą wolność? Bardzo możliwe. Czekając na nią, możemy sobie wyobrażać ją jak chcemy: jako ucieczki z domu, pływanie w jeziorze czy czytanie książki gdzieś w głębi lasu delektując się swoim własnym towarzystwem. A kiedy przychodzi, zwykle nie jest w stanie sprostać naszym oczekiwaniom. Wakacyjna wolność często cierpi na niską samoocenę, wywołaną 10 miesięcznym oczekiwaniem na coś niezwykłego. Dlatego ja nie czekam. To są moje ulubione dni, na granicy. Na granicy oczekiwania na wolność i tworzenia jej. Tęsknienia za nią i wpadnięcia w jej ramiona. Wtedy czuję wakacje najbardziej: kiedy tak naprawdę jeszcze ich nie mam. Nie mogę być zła, że nie sprostują moim oczekiwania, bo jeszcze nie nadeszły. Ciesze się wolnością, bez oczekiwania od niej czegoś specjalnego. Wakacje nie są najlepszym czasem. Najlepszym czasem nazywam zbiór momentów w których uświadamiam sobie, jak bardzo za nimi tęsknię. Po prostu, bez oczekiwań.

Day after day. Sitting in the classroom and spending huge amounts of energy just to seem like I'm interested in analytic geometry or renaissance worldview, we peek longingly at the clock, which usually is rather our enemy than an ally. We're waiting. Warm wind starts to blow more often and a neighbour threatens God as his balcony becomes completely enveloped in the shadow of a huge chestnut tree and his car gradually changes its purpose into a Pigeons Private Toilet. You can hear summer even among forever upset women living around you - it takes up to 3 minutes talking with them to know how hot it is, just in case someones thermometer has broken. As it's closer to vacations, we get happier. We miss freedom. The last bell, the last period. What happens, when the last bell rings and we are free to go, unbound with any obligations? The air escapes from within. The energy we were using for planning our holiday travels and managing the time we hadn't actually been given yet, is gone. I always attempt to explain why. What is it in this all anticipation, that makes it so much better than holidays? Expecting the freedom, the idea of it is greater than freedom itself? Likely so. Waiting for it, we can shape it and imagine exactly as we want to: as a runaway from home, a night swim in the lake or time spent in the woods alone. And as the freedom comes, it often can't live up to our expectations. Holiday freedom suffers from low self-esteem, triggered by ten months long anticipation for something amazing. That's why I don't expect. Those are my favourite days, on the border. On the border of waiting for freedom and creating it. Missing it and falling into its arms. That's when I feel vacations the most: when they haven't started yet. I can't be mad, that they're not good enough. I enjoy freedom, without expecting too much from it. Holidays aren't the best time. The best time - I call that the collection of moments when I realize, how much I need my freedom. Just like that, with no expectations.














New Look pants, H&M top, vinted jacket, H&M sunglasses, Claire's & River Island rings, H&M loafers

xx, Ala

10 comments:

  1. To prawda! Wszyscy z ekscytacją czekają na ostatnie dni, ostatnie lekcje, a potem człowiek nie wie co ze sobą zrobić, gdzie się podziać, jak spędzić czas.

    Śliczne spodnie :3

    ReplyDelete
  2. jak ja ci zazdroszczę figury, jestes idealna :)

    http://natuuuu-blog.blogspot.com/

    ReplyDelete
  3. Perfekcyjna sylwetka!<3
    zawsze chciałam być taka szczuplutka..:(
    + świetny look, butki wymiatają<3

    ReplyDelete
  4. Bardzo ładnie wyglądasz, ten strój Ci pasuje. :)

    Dodasz komentarz? Będzie mi bardzo miło. :)
    malinowe-ciasto.blogspot.com

    ReplyDelete
  5. Super wyglądasz ;) Masz świetną figurę!

    ReplyDelete
  6. Ja z kolei bardzo lubię czas końca wakacji.Najlepiej ostatni dzień.Zwykle dążę do tego czego chcę,więc sporo planów udaje mi się zrealizować.Robię ze znajomymi nawet listę.Ostatniego dnia zasiadamy razem,przy ognisku i wyhaczamy te punkty,które udało nam się zrealizować.Później,z żalem w sercu,wspominamy wszystko.Jest miło :)

    http://p-ann.blogspot.com/

    ReplyDelete
  7. Świetna stylizacja!
    Chciałabym mieć taką figurę jak ty *.*

    www.luliczekoladka.blogspot.com
    ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    ReplyDelete
  8. Podoba mi się ta stylówka ;) Świetną masz figurę ! :*
    www.luliczekoladka.blogspot.com
    <3

    ReplyDelete
  9. Wyglądasz super ! Piękne stroje ; )
    Pozdrawiam, życzę jak największej ilości nowych pomysłów na posty i zapraszam do mnie.
    http://my-normally-abnormal-life.blogspot.com/

    ReplyDelete

Thank you for all of your lovely comments, I always appreciate your opinion! However, I do not 'follow for follow'. Love you and thank you for making me smile x.